Wybrałem się dziś do starego Krakowa, kiedy nie jeździły jeszcze samochody, a samoprzylepne, kolorowe literki nie zostały jeszcze wynalezione.
Mała Fotografka zastanawia się, czy nie zostać Małą Lekarką. Miś przeżył zabieg i nadal dobrze się czuje.
Byliśmy u Hefajstosa.
Dowiedziałem się, że ze ścinków robi się sprężynki, z których robi się wiórka, z których robi się śrubki.
Niektórzy myślą, że w Krakowie można spotkać tylko gołębie. A u nas fruwa także inny drób. Ba, niektórzy mówią na Stare Miasto „starówka”, a na Barbakan „okrąglak”!
Wybraliśmy sie do Ahuty. W dymie i w parze jak przystało podczas wizyty w Ahucie.
Sądecki nas zawołał.
Widziałem jak się sieje, orze, wraca, pilnuje i prowadzi.
Widziałem również, co znaczy, że się nie spieszy.
Nie ma billboardów i nigdzie nie pisze, że „musisz to mieć”.
Smutno będzie to wszystko pobrudzić kokakolą i hamburgerami...
Inni zaprosili mnie do nieczynnej fabryki bajek.
Widzieliśmy różne cuda - kilka lamp Aladyna, dziwne kwiaty o ornamentowych płatkach...
Znalazłem także skrzata, spodenki, kota Filemona, małego baranka, rewolucjonistę, strój kąpielowy, piłkę, żołnierza austriackiego, kurę i jeszcze kilka innych przedmiotów.
Oto dziś najadłem się strachu. Najpierw ogromne ptaszyska obsiadły dach naprzeciw wpatrując się we mnie...
Aż nagle ruszyły z impetem wprost na mnie! Ależ się przestraszyłem! Krzyczałem dłuższą chwilę stojąc sparaliżowany na balkonie, aż się samochody zatrzymały i zrobił się korek...
Pojechaliśmy w Sądecki, by go zobaczyć jeszcze bez kokakoli i hamburgerów.
Widzieliśmy strumyki, w których jeszcze płynęła woda.
Puszczałem latawca, swojego pierwszego, spóźnionego trzydzieści lat...
Dziś zrozumiałem, co znaczy „konflikt pokoleń”.
Wiosna nie robi wyjątków. Poszła nawet na drugą stronę Wisły, gdzie nikt się jej nie spodziewał.
Byłem na Saharze, w kanionie i pod zamkiem.
Inni wzięli nas do śniegu. Widziałem go dużo, ale były też drzewa.
Idąc hen widzieliśmy konie i innych żołnierzy.
Zaczynam odkrywać, że nie wszystko wygląda, na co wygląda. Na przykład mówili, że ten widok nie istnieje...
Niektóre rzeczy jednak wciąż są tym, czym są. Ptaki, jakie są, każdy widzi.
Widziałem dziś pomarańczowy śnieg i drzewo białych jabłek.
W Nowy Rok wszyscy coś postanawiają. My nic nie postanowiliśmy, tylko poszliśmy do lasu.